Kategorie
Fotografia

Wierność obrazów. René Magritte i fotografia

René Magritte to jeden z najbardziej znanych twórców z kręgu surrealizmu. Poetyckie, przepełnione nastrojową atmosferą prace, na których zwykłe z pozoru przedmioty zyskują niezwykłą aurę i intrygujący charakter, zapewniły artyście nie tylko miejsce wśród klasyków XX wieku, ale również w kulturze popularnej, która na własny użytek przejęła szereg najbardziej rozpoznawalnych motywów z jego twórczości.

Obok malartswa twórca uprawiał także fotografię, choć ta część jego dorobku przez długi czas pozostawała nieznana.

Wystawa w Międzynarodowym Centrum Kultury pokazuje kilkadziesiąt zdjęć powstałych w latach 1928–1955 – materiał, który po raz pierwszy został upubliczniony dopiero po śmierci malarza i wciąż pozostaje niedostatecznie odkryty.

Na fotografiach element artystycznej kreacji łączy się z prywatnym, intymnym światem twórcy i jego najbliższych. Magritte przedstawiał przede wszystkim żonę Georgette – zarazem muzę i jedyną modelkę – oraz przyjaciół i równocześnie współtwórców surrealizmu belgijskiego – poetów i pisarzy – Louisa Scutenaire’a, jego żonę Irène Hamoir, Paula Nougé, Marcela Lecomte’a, Marcela Marïena  Camille’a Goemansa i Paula Colineta. Scutenaire w katalogu do pierwszej fotograficznej wystawy artysty w następujący sposób opisywał te realizacje: W wolnym czasie René Magritte ze szczególnym upodobaniem ustawiał ludzi, swoją żonę, czy przyjaciół w zaaranżowanych przez siebie fikcyjnych sytuacjach. (…)
Odbywało się to dokładnie w taki sam sposób, w jaki artysta żonglował elementami przedstawianymi na obrazach, tworząc z nich „inny świat”.

Powstałe podczas wspólnych podróży i  niezobowiązujących spotkań fotografie łączą w sobie dadaistyczny żart, humor, atmosferę burleski z charakterystyczną dla płócien Magritte’a aurą i często wykorzystywanymi motywami.

Kilkadziesiąt zebranych na wystawie zdjęć uzupełnią amatorskie filmy malarza z lat pięćdziesiątych oraz wczesny rysunek i powstała pod koniec życia artysty litografia Trzy jabłka przedstawiająca jeden z jego ulubionych motywów.

Miejsce: Międzynarodowe Centrum Kultury w Krakowie
Kurator wystawy: Natalia Żak
Aranżacja wystawy: Malwina Antoniszczak, Monika Bielak
Rysunki: Bogdan Achimescu
Wystawa czynna od wtorku do niedzieli w godzinach 10.00–18.00
Ceny biletów:
Bilet normalny – 8 zł
Bilet ulgowy – 5 zł
Bilet rodzinny – 10 zł

W każdą niedzielę, w cenie biletu zwiedzanie wystawy z przewodnikiem:
godz. 12.00 w języku polskim
godz. 16.00 w języku angielskim

 

[SlideDeck id=’98’ width=’100%’ height=’370px’]

Kategorie
Fotografia

Nieznany fotograf Warszawy

Pewnego dnia Anka Grupińska szperała w warszawskim archiwum. Na jednej z półek znalazła kopertę, a w niej ponad tysiąc negatywów. Pierwsze klatki oglądane pod kiepskie światło okazały się porażające – były to różne ujęcia damskich, obutych nóg na warszawskiej ulicy. Ulicy sprzed sierpnia 1944! Odkryte przez Grupińską fotografie trafiły rok temu na wystawę. Od paru dni można je również oglądać w perfekcyjnie wydanym albumie Warszawa 1943. Warszawa 1944. Fotograf nieznany.

To unikalne zdjęcia – pogodniejszy obraz okupacyjnej codzienności: bez łapanek, publicznych egzekucji, niemal bez mundurów na ulicach. W płaszczu mundurowym pojawia się tramwajarz, od czasu do czasu przemknie w tłumie polski policjant czy dozorca w maciejówce. Miasto jest pełne słońca i spokoju. Młode kobiety czekają na tramwaj, chłopak kupuje podręczniki na straganie, babiny handlują miodem i papierowymi torbami, targowiska, po których pozostały w pamięci tylko nazwy – plac Żelaznej Bramy, Wielopole, bazar Janasza – tętnią życiem.

Zdjęcia były robione latem 1943 i 1944 r., między dwoma zabójczymi dla miasta powstaniami: kwietniowym w getcie i sierpniowym warszawskim. Na twarzach warszawiaków nie widać przeczucia nadchodzącej katastrofy. Niektórzy zapewne nawet nie zauważyli obiektywu. Zaaferowani własnymi sprawami, zajęci powszednią walką o przeżycie, wędrują po mieście, stoją na przystankach, jadą rikszami.

Nie znamy takich zdjęć polskiej strony stolicy. Szukanie niemartyrologicznych fotografii Warszawy zajęło Ance Grupińskiej wiele czasu. Kopertę z negatywami znalazła w archiwum przez przypadek. Zdjęcia nie zostały nawet zewidencjonowane, zatem szperanie w katalogach nie przyniosłoby rezultatu. Zapomniane, czekały na odkrycie ponad trzydzieści lat. Dziennikarce po prostu udało się sięgnąć na odpowiednią półkę.

Zamieszczone w albumie zdjęcia to zaledwie jedna trzecia odnalezionej kolekcji. Dwie kolejne części to fotografie spektakli granych w warszawskich teatrach i operze w 1943 i 1944 r. (m.in. utrwalono na nich występ chińskiego baletu!) oraz zdjęcia prezentujące warszawską architekturę – zbiór niezwykle cenny, zawierający dokumentację detalu architektonicznego sprzed powstania 1944 r., po którym miasto przestało istnieć. Te dwie części kolekcji czekają na znawcę tematu i, być może, kolejne wydania albumowe.

Kim był autor tych fotografii? Zapalonym fotoamatorem? Zawodowcem? Nie wiadomo. Zapewne – przypuszcza Grupińska – był profesjonalistą z entuzjazmem amatora. Niczego nie wiemy o nim na pewno. Prawdopodobnie był Niemcem i prawdopodobnie nosił wojskowy mundur. Jedna z fotografii przedstawia niemieckiego żołnierza siedzącego w aucie. Zdjęcie było ewidentnie robione z tego samego samochodu. Któż mógłby w nim siedzieć obok hitlerowca?

Niejasne jest również pochodzenie negatywów. Znajdowały się w kopercie, w której zostały przysłane w 1968 r. z archiwum w Monachium. Dziś nikt nie potrafi odpowiedzieć na pytanie, dlaczego przysłano je do Polski, ani skąd się wzięły. Może zostały przesłane do Archiwum Stołecznego Miasta Warszawy w ramach prezentu lub kompensacji wojennych? Zapewne nigdy się tego nie dowiemy. Wiadomo jednak, że są jednym z najcenniejszych dokumentów okupowanej Warszawy. Zapisem życia miasta, którego już nie ma.

Warszawa 1943. Warszawa 1944. Fotograf nieznany, autorka projektu i redaktorka albumu Anka Grupińska, opisy zdjęć Jerzy S. Majewski, Wydawnictwo Książkowe Twój STYL, Warszawa, 2002

wodnica

Kategorie
Fotografia

Utrwalić performance

Wystawę fotografii dokumentujących efemeryczne gatunki sztuki jak performance czy inne akcje artystyczne, można będzie oglądać od 7 września do 6 października w krakowskim Bunkrze Sztuki. Autorem zdjęć jest japoński artysta Shigeo Anzai. Wernisaż wystawy zatytułowanej Świadek: Anzai odbędzie się 6 września o 18.30.

Shigeo Anzai (ur. 1939 w Atsugi, Kanagawa) od 1970 roku zajmuje się dokumentowaniem wydarzeń współczesnej sceny artystycznej. Interesują go nie tradycyjne dzieła, lecz akcje artystyczne i performance.

Anzai zajmuje się także wykonywaniem portretów wybitnych artystów. Pozowali mu m.in. Tetsumi Kudo, Joseph Beuys, John Cage, Jannis Kounelis, Nam June Paik, Laurie Anderson, Gilbert & George i wielu innych. W 1978 roku japoński fotograf został wyróżniony nagrodą Rockefeller Foundation. Od tej pory wiele podróżował po świecie zajmując się fotografowaniem najważniejszych wydarzeń artystycznych, jak Documenta w Kassel czy Biennale w Wenecji. Stworzył też fotograficzne monografie twórczości Isamu Noguchi czy Anthony’ego Caro.

W Bunkrze Sztuki zostaną zaprezentowane prace z lat 1970 – 1999.

Wystawa będzie otwarta od 7 września do 6 października 2002 w godz. 11.00 – 18.00 codziennie z wyjątkiem poniedziałków.

opr. wodnica

Kategorie
Fotografia Literatura

Hellboy 2004

2004 – dokładnie w tylu kopiach zostanie wydrukowany plakat promujący ekranizację komiksu Hellboy. 2004 to także data premiery filmu Gillermo del Toro z Ronem Perlmanem w roli tytułowej. Autorem plakatu jest naturalnie twórca demona z kamienną ręką – Mike Mignola.

Niestety, znikoma liczba nie jest jedyną przeszkodą w zdobyciu kolekcjonerskiego plakatu – trafi on do rąk wyłącznie tych osób, które stawią się 1 sierpnia na konwencie komiksowym w San Diego. Szczęśliwi posiadacze podobizny pogromcy złych mocy mogą się także wybrać na spotkanie z Mignolą, del Toro i Perlmanem, które odbędzie się pod hasłem – Hellboy: z komiksu na duży ekran.

Cóż, zwykli śmiertelnicy muszą się zadowolić teaserem plakatu opublikowanym właśnie na stronie internetowej Hellboya i poczekać, aż ruszy pełną parą strona ekranizacji. Producenci filmu zapowiadają, że będzie można na niej znaleźć nie tylko wszelakie informacje dotyczące filmu oraz fotosy, lecz również trailery, wywiady w wersji audio oraz gry.

Zdjęcia do filmu mają się rozpocząć na początku przyszłego roku, a w 2004 powinien on trafić do kin. Współproducentem obrazu jest Mike Mignola.

wodnica

Kategorie
Film Fotografia Muzyka Plastyka

Multiparty na koniec wakacji

Wakacje na półmetku, ale niektórzy planują już huczne ich zakończenie. Takim mocnym akcentem ma być Audio-Video Performances & Party czyli Gorąca Noc w Bunkrze Sztuki. Inaczej mówiąc: koncerty, pokaz mody klubowej, przegląd etiud filmowych, wystawa foto-aktów oraz finał – taneczne party do białego rana. Impreza odbędzie się 30 sierpnia w Krakowie.

Gwiazdą wieczoru będzie ORJAZzMix Team, czyli:

Suidakra – audio-video performance, computer & electric violin

Thomas Gluc – electric jumba

Bauchmiel – digeridoo & other ethno intruments

Michael Yurkievitch – church organ, sampler & synth., viola, voice & drum

Cat Donskay – trumpet Jaro G – midi-system guitar

Gościnnie wystąpią:

Beta6 Team – wideo, animacje 3D

Aleksander Matczewski – Rozerotyzowana Fotografia

i inni

Część pierwsza, czyli impreza multimedialna rozpoczynająca się o 20.00, to m.in.: koncerty grupy ORJAZzMix, pokaz mody klubowej, przegląd etiud filmowych m.in. studentów i absolwentów wydziału reżyserii, wystawa foto-aktów młodych fotografików – Aleksandra Matczewskiego i M. Skrzypczaka, finałowa wystawa konkursu Na najzabawniejsze foto-portrety Krakusów oraz interaktywna instalacja KRAKÓW PA3. Po północy impreza ma się przerodzić w wielkie party taneczne.

Pomysłodawcą i organizatorem multiparty w krakowskim Bunkrze Sztuki jest Suidakra czyli Arkadiusz Wroński – muzyk i twórca multimedialny, miłośnik improwizacji (muzycznej:-)

Więcej informacji można znaleźć na stronie Bunkra Sztuki

wodnica

Kategorie
Fotografia

Komiksy na imprezie Amberu

Sześcioma tytułami kolejne wydawnictwo wkracza na rynek komiksowy w Polsce. Od 3 do 16 czerwca w największych salonach EMPiK-u w całym kraju planowane są Dni Ambera.

Impreza ma obfitować w liczne konkursy i promocje i co najważniejsze będzie okazja do premier komiksów które od czerwca maja stać się istotną częścią oferty Ambera.

Kategorie
Fotografia

Tomasz Tomaszewski o swojej pracy i nie tylko

Minimal Bros: Jest pan jedynym polskim fotografem w „National Geographic”. Pańskie zdjęcia znalazły się w zbiorze najlepszych zdjęć tego magazynu zatytułowanego Oczami Fotografów. Z pewnością wiele osób dręczy pytanie jak zostaje się fotografem „National Geographic”?

Tomasz Tomaszewski: To bardzo trudne, w ciągu ostatnich czterech lat została zaakceptowana jedna osoba, kobieta.

Decyduje o tym dyrektor fotografii, który szuka ludzi, którzy nie tylko potrafią robić zdjęcia – bo to jest oczywiste, że muszą być wykonywane na przyzwoitym poziomie ? szuka ludzi, którzy są również dziennikarzami.

Myślę, że także takich, którzy potrafią dostarczyć materiały, ale również zapanować nad dość skomplikowanym procesem. To jest rodzaj produkcji, z którym ma się do czynienia, więc trzeba potrafić zorganizować to sobie. W tej chwili ekonomia nie jest tak wspaniała jak dawniej, w związku z tym fotograf jest właściwie zostawiony sam sobie i musi przygotować materiał.

W tej chwili ja pracuje nad czymś co fotografuje w jedenastu krajach, każdy wyjazd do danego kraju muszę sam przygotować, muszę znaleźć tłumacza, wiedzieć dokąd pojechać, zdobyć informacje, zarezerwować hotele i może to wszystko nie jest skomplikowane, ale musze nad wszystkim sam zapanować.

Minimal Bros: Jedna osoba w ciągu 4 lat? Z pośród ilu została wybrana?

Tomasz Tomaszewski: Codziennie kilkanaście osób wysyła swoje portfolia na adres tego dyrektora fotografii, albo próbuje z nim się osobiście spotkać w Waszyngtonie. Więc można powiedzieć, że w ciągu miesiąca jest to 70-80 osób, które próbują pokazać swoje prace.

Dyrektor fotografii jeżdżąc po świecie spotyka się z młodymi ludźmi, fotografami. Jeździ na przykład na wielkie imprezy takie jak Perpignon, gdzie przyjeżdżają ludzie zajmujący się dziennikarstwem fotograficznym. Przygląda się temu co się dzieje na rynku fotograficznym, w fotografii prasowej, dokumentalnej i decyduje… ale jak powiedziałem w ciągu 4 lat zdecydował się na jedną nową osobę.

Jest więc to dość skomplikowany proces, lecz problem polega też na czymś innym. Jest po prostu tak duża ilość materiałów wyprodukowanych i nie wydrukowanych, że „National Geographic” mógłby się ukazywać przez następne 115 lat, używając tego co jest odłożone na półki i jest na bardzo wysokim poziomie, ale z jakiegoś powodu nie znalazło miejsca w publikacji, bo na przykład był jakiś konflikt merytoryczny z materiałami, które wcześniej były zrobione.

Dziś trudno jest mówić, że opisujemy świat, że pokazujemy go takim jaki jest, gdyż wiemy doskonale jak wygląda. Więc szuka się ludzi, którzy potrafią dostarczyć fotografii, która interpretuje świat i to również dotyczy zdjęć dzikich zwierząt czy przyrody. To jest dość skomplikowane, żeby zrobić to w kolorze na takim poziomie, dlatego tak niewiele osób nowych się dostaje do Nationala i to jest złe, bo powinni być nowi ludzie, którzy przynoszą nową formę, którzy są bardziej odważni, nie wpadli w rutynę. Takich osób jest wiele, ale niestety w tym magazynie pojawiają się oni rzadko.

Minimal Bros: Czy planowane jest wydanie albumu z pańskimi zdjęciami?

Tomasz Tomaszewski: Dla mnie książka jest czymś specjalnym i muszę powiedzieć, że jest mi jakoś wstyd, gdy przyglądam się temu co się dzieje na polskim rynku. Widzę setki książek, które są po prostu o niczym, które są zbiorem banalnych, prostych, najczęściej głupich fotografii, które są po prostu estetyczne i na tym się to wszystko kończy. Nie mam materiału w tej chwili, na tyle dobrego żeby móc się odważyć i zaproponować komuś jego wydanie. Nie odważę się na coś takiego.

W tej chwili pracuje nad materiałem, w którym po raz pierwszy od jakiś 10 lat czuję, że mam do zaproponowania coś ciekawego i nowego. Nie wiem czy to będzie bardzo odkrywcze, ale mam trochę fotografii, które pokazują rzeczy do tej pory w ogóle nie fotografowane. Nie jest to pomysł nowy, fotografuję pewną grupę ludzi, która była wcześniej przez wielu fotografów uwieczniana.

Ale mam rzeczy, których nie widziałem u nikogo innego, więc może odważę się zaproponować jakąś większą formę. Nie wiem czy to będzie książka z twardą okładką, ale na pewno będzie to forma większa niż magazyn. Ten materiał będzie publikowany w marcu 2001, lecz chwile potem będę próbował złożyć ze zdjęć, które zrobiłem i które będę robił jeszcze w tym roku, właśnie coś w rodzaju książki.

Minimal Bros: Był pan jednym z jurorów konkursu World Press Photo, corocznej imprezy gromadzącej najlepsze zdjęcia prasowe z całego świata. Jak wiadomo jest to najbardziej prestiżowe wydarzenie tego typu na świecie i wiadomo też, że wzbudza ogromne emocje. Padają pod adresem konkursu zarzuty, iż ukazuje jednostronny obraz świata, pełnego przemocy i wojen, zarzuty mające świadczyć o komercjalizacji przemocy. Jakie jest pańskie zdanie na temat tego typu stwierdzeń?

Tomasz Tomaszewski: Jeśli to świadczy o czymkolwiek, to tylko o tym, że my nie rozumiemy czym jest konkurs World Press Photo. Po prostu ludzie, z reguły nie czytają czym jest ten konkurs i oczekują od niego, żeby stał się czymś uniwersalnym co załatwi wszystko czego nie może załatwić, ponieważ jest to konkurs zupełnie o czymś innym.

Ludzie oczekują od fotografii wielu rzeczy, również takich, których fotografia nie może im załatwić. Żądają od fotografii, żeby ona przemówiła, od konkursu fotografii prasowej żądają, żeby był uniwersalnym konkursem, który opisuje świat takim jakim jest. World Press Photo jest konkursem, który zajmuje się bardzo wąskim wycinkiem fotografii, który nazywa się fotografią prasową, a więc taka która dostarcza najważniejszych informacji.

Jeśli ktoś fotografuje przepiękny pejzaż to na tym konkursie nie zdobędzie nagrody, bo to że słońce wschodzi codziennie rano nie jest informacją prasową. To, że gdzieś jest pięknie postawiony dom, z przepiękną architekturą nie jest informacją, która pozwoli wydrukować to zdjęcie na pierwszej stronie. Nam się nie podoba, że głównymi informacjami prasowymi, są informacje o cierpieniu ludzi i o tym, że robimy sobie krzywdę codziennie, ale tacy my jesteśmy. Czy nam się podoba czy nie, to tacy jesteśmy, mimo tego iż chcielibyśmy żeby było lepiej to nie jest wcale tak dobrze pod koniec tego XX wieku.

Przecież my zachowujemy się po prostu okropnie, zajmujemy się głównie robieniem sobie krzywdy i ten konkurs jest odbiciem tego. Więc nie oczekujmy tego czym się ten konkurs po prostu nie zajmuje, to nie jest konkurs fotografii artystycznej, czy na kreację. To jest konkurs promujący i zajmujący się wyłącznie press photography.

Wystarczy przeczytać tytuły 8 kategorii, jedyna z nich, która może mówić o czymś uniwersalnym to kategoria Daily Life, najtrudniejsza do zwyciężenia i tak naprawdę jedyna wartościowa w jak najgłębszym tego słowa znaczeniu. Reszta kategorii to balansowanie między szczęściem, znajomością geografii, wiedzą gdzie się powinno być w jakim momencie i prędkości z jaką dostarczy się to zdjęcie do swojej macierzystej gazety. Ale bardzo się cieszę, że ten konkurs jest tak popularny w Polsce, sam się tym zajmowałem, gdyż uważam, że szczególnie w Polsce należy promować każdy rodzaj fotografii w tym fotografię prasową.

Bo my na ten temat nic nie wiemy, ponieważ fotografia, a szczególnie fotografia prasowa przez ostatnie 50 lat była w Polsce niszczona. Komitet centralny, wydział propagandy doskonale wiedział jakie to bardzo niebezpieczne medium i jak trudno nim manipulować. W związku z tym zepchnięto ten rodzaj fotografii do poziomu substytutu, który wspomaga pustą stronę i ma ją uczynić atrakcyjniejszą wizualnie. Nikt nie używał fotografii jako środka komunikacji, a tak naprawdę między zdjęciem a tekstem nie ma różnicy pod względem dziennikarskim. Więc w moim własnym interesie jest to, żeby promować ten rodzaj fotografii.

rozmawiał minimal