Psie Ucho naciągnął mocniej futrzaną czapę i rozejrzał się uważnie przed przestąpieniem progu. Nie miał ochoty na pogardliwego, przypadkowego kopniaka, o którego ostatnio było zbyt łatwo na podwórcu zamkowym. Chuda pierś wezbrała ulgą – poza grupką niewolnych, zajadających chleb na stercie bali do wywózki, na dziedzińcu nie było nikogo. Stary sługa domknął drzwi i z głową wciśniętą w ramiona ruszył w stronę bramy, szczelnie okryty starym, wyliniałym kożuchem.