Jak twierdzi Jerzy Duda-Gracz: “Tomasz Sętowski nie jest sam, bo moim zdaniem należy do grona tych kilku wybitnych artystów, o przekonaniach odrębnych i radykalnych postawach, powiedzmy pro-figuratywno-warsztatowych takich jak Beksiński, Starowieyski, Maciejewski, Fałat, Bereźnicki, Michalik czy Żegalski.” Album Teatr Magiczny, przygotowany i wydany przez Muzę jest podsumowaniem ostatnich trzech lat pracy artysty.

Minimal Bros: Co wielbiciele Twojego talentu, jak i ci, którzy spotkają się z nim po raz pierwszy, znajdą w wydanym przez MUZĘ albumie?

Tomasz Sętowski: Album zawiera 80 kolorowych reprodukcji moich prac, które powstały na przestrzeni ostatnich 5 lat. Jest kilka rysunków i rzeźb, które były wykonane okazjonalnie, będących wynikiem inspiracji postaciami z moich obrazów. Rzeźby są wykonane w brązie, w limitowanej ilości.

Minimal Bros: Jak to się stało, że zająłeś się plastyką? Czy od dziecka przejawiałeś oznaki geniuszu, czy też z biegiem lat, powodowany doświadczeniem stwierdziłeś, że malarstwo jest medium w którym możesz oddać siebie?

Tomasz Sętowski: Dojrzewało to we mnie powoli, nie byłem jakoś szczególnie uzdolnionym plastycznie dzieckiem, nie wybijałem się pod tym względem. A szczerze mówiąc zająłem się tematem dopiero wtedy, gdy podjąłem decyzję zdawania na studia plastyczne. Nie zachwycałem talentem w latach wcześniejszych (śmiech) choć przyznam się, że pierwszy obraz w technice olejnej namalowałem w wieku trzech lat. Ale to była w zasadzie zabawa i przypadkowe pierwsze zetkniecie się z tym medium. Potem miałem długą – około 15 letnią – przerwę (śmiech).

Minimal Bros: I od razu po tych 15 latach trafiłeś na wystawę Surrealiści Polscy??? Jak to się stało?? I co to była za wystawa?

Tomasz Sętowski: To była wystawa zorganizowana przez jednego z kuratorów sztuki w Częstochowie, który wiedział że jestem zdeklarowanym surrealistą. Wystawa ta przysporzyła mi popularności i dzięki niej zostałem zauważony przez krytyków. Była o tyle ważna, iż była moją pierwszą konfrontacją z innymi – uznanymi już w tamtym czasie – artystami.

Minimal Bros: Jak na człowieka, który długo, że aż zacytuję Cię „nie zachwycał talentem”, bardzo szybko zostałeś zauważony i zaakceptowany. Jak to jest być porównywanym do Dudy-Gracza czy Beksińskiego?

Tomasz Sętowski: Myślę, że jestem jak gdyby kontynuatorem malarstwa figuratywnego w polskim malarstwie. Tu słusznie przytoczyłeś nazwiska, które są najważniejszymi, moim zdaniem, w malarstwie polskim. Ja co prawda reprezentuję odmienny rodzaj malowania niż oni, ale jesteśmy umieszczani przez krytykę w nurcie malarstwa figuratywnego. A zaczęło się wszystko od tej wystawy surrealistycznej.

Minimal Bros: Skończyłeś Akademię Sztuk Pięknych. Jak dużą rolę w nauczaniu pełni temat historii w sztuce współczesnej? Słyszy się niejednokrotnie z ust studentów szkół plastycznych opinie, które zdecydowanie odcinają współczesność od przeszłości. Czy faktycznie sztuka doszła do punktu, w którym wytwarza nową jakość, czy po prostu jest to wynik przeintelektualizowania prostego i zgrzebnego lenistwa?

Tomasz Sętowski: Hmm… Akademia jest dosyć zdemoralizowana i pod tym względem, i pod wieloma innymi. Na przykład pod względem tego, że tam niewiele się uczy, tylko próbuje się wyhodować artystów, którzy przeskakują podstawowe etapy, które powinien przejść młody człowiek, zanim stanie się artystą. Ale taka jest akademia i myślę, że niewiele się zmieni. A niechęć do historii sztuki wynika z wygody i myślę że przydało by się im wbić trochę historii do głów, bo to bardziej by pomogło niż przeszkodziło w tym, co chcą w przyszłości mówić.

Minimal Bros: Czy statut szkół artystycznych nie jest za bardzo wyniesiony na piedestał? Czy nie jest tak, iż szewc oddający całą duszę swej pracy nie jest większym artystą niż większość absolwentów szkół artystycznych?

Tomasz Sętowski: Zgodzę się z tobą, choć uważam, że istnienie takiej szkoły ma sens. Z tym że powinny się zmienić zasady nauczania. Studentom stawia się problemy czysto artystyczne, gdyż w większości profesorowie, którzy wykładają, są artystami, lecz są tak zaskorupiali w swoim fachu, iż mają niejednokrotnie zgubny wpływ na młodych ludzi, którzy jeszcze nie stali się artystami, a podchwytują profesorską manierę. Ludzie ci kończą akademię i nagle pojawia się pytanie: czemu mnie nie chcą w galeriach, dlaczego ja nic nie mogę ze sobą zrobić, czemu jestem niedoceniany, skoro w szkole dostawałem wyróżnienia, dobre oceny i byłem wybijajacym się studentem. A przecież to zupełnie nie ma przełożenia na istnienie w obiegu galeryjnym, bo z tego, co obserwuję, niewielu artystom po Akademii udaje się zaistnieć. Ja nie generalizuję, że wszyscy wykładowcy są źli, bo są tam i Duda-Gracz i Starowieyski, a są to ludzie, którzy potrafią nauczyć i nie wątpię, że ich rola jest całkiem inna i bardzo istotna. Ale na przykład Duda-Gracz całkiem zrezygnował ostatnio z nauczania stwierdzając zapewne, że jest to walenie głową w mur i zajął się swoją twórczością. I bardzo dobrze moim zdaniem zrobił.

Minimal Bros: Używasz internetu do prezentacji swoich prac, nie ograniczasz się jednak tylko do sieci w swoich prezentacjach. Czy sieć jest w stanie stać się alternatywą dla wystaw i przybliżyć malarstwo ogromnej publiczności? Jest to w końcu milionowa widownia, o której mogą tylko marzyć klasyczne galerie. W tej chwili w sieci istnieją artyści, którzy działają tylko w internecie, czy jest to przyszłość prezentacji?

Tomasz Sętowski: O tak, łatwość złapania klimatu w przypadku dobrego opracowania strony pozwala o wiele lepiej poznać twórcę. Tego nie da się doświadczyć oglądając album z reprodukcjami. Co do artystów netowych, to zawsze było w tym temacie trochę świrów (śmiech), tym bardziej, że jest to dziedzina, do której lgną dziwni ludzie. I bardzo dobrze. Wydaje mi się, że lepiej jest pokazywać się w samym internecie niż zamykac się w szufladzie ze swoimi pracami. W sieci jest szansa, że ktoś na nie natrafi i trzeba to uszanować, bo to jest indywidualny wybór i nie ma co wchodzić w konflikt z takim twórcą. Trzeba pozwolić mu działać.

Minimal Bros: Jak widzisz współczesne kino, czy daje ono inspiracje innym dziedzinom? Czy są jakieś gatunki, które szczególnie Ci się podobają?

Tomasz Sętowski: Lubię film, szukam inspiracji czy też klimatów, które mogłyby być mi bliskie: kino wrażeniowe, takie jak na przykład Wojny Gwiezdne, które bardzo entuzjastycznie odbieram, a i kino intelektualne, które prezentuje zgoła inne wartości. Tak że jeśli chodzi o film, to jestem wszystkożerny, no może z małymi wyjątkami – nie lubię brazylijskich seriali (śmiech), ale jakiegoś ulubionego gatunku nie potrafiłbym określić.

Minimal Bros: A jako plastyka, człowieka sztuki, co Cię najbardziej kreci w tych filmach?

Tomasz Sętowski: Jeżeli oglądam film, przypuśćmy science-fiction, to bardzo zwracam uwagę na gadżety, postacie w nim występujące, rekwizyty, całą otoczkę, która została stworzona dla potrzeb filmu. Doceniam wkład pracy ludzi, którzy to robią, tym bardziej, że wiem jak to jest ciężka praca, a jednocześnie wiem ilu ludzi wraz ze swą wybujałą wyobraźnią jest w to zaangażowanych. Tak jak w przypadku Obcego, przecież ten film ogląda się jak wystawę, gdyż są tam obrazy, które mogą się w każdej chwili znaleźć w galeriach i być samodzielnymi pracami.

Minimal Bros: No tak ale to się dzieje wtedy, gdy do filmu trafiają artyści tacy jak Giger, którego knajpa w Tokyo już od wejścia wciąga w mroczny klimat samego artysty i nawet krzesła barowe ala Obcy powodują odruchy paniki – siąść, nie siąść.

Tomasz Sętowski: Bo to jest świetny pomysł (śmiech) na wprowadzenie ludzi w klimat swojej sztuki. Rzeczy, które on robi, są trochę przerażające i widać w nich, że ma swój świat, który fascynuje, a działania marketingowe typu knajpa ściągają nowych ludzi. Myślę, że dobrze bym się czuł w takim miejscu…. (śmiech)