Druga po Generacji „P” powieść Wiktora Pielewina po polsku trafi do księgarń 18 września. Mały palec Buddy (oryg. Czapajew i Pustota) w przekładzie Henryki Broniatowskiej ukaże się nakładem wydawnictwa W.A.B. „Jest to pierwsza powieść w literaturze światowej, której akcja toczy się w absolutnej pustce” – twierdzi autor. W rzeczywistości przeplatają się w tej fabule wątki wojny domowej 1919 r., komiksowych amerykańskich filmów z Arnoldem Schwarzeneggerem, środowisko rosyjskiej mafii i moskiewskiego półświatka.
Nota wydawcy
Pozornie wszystko wygląda niemal zwyczajnie; wzięty petersburski poeta Piotr Pusto zostaje – jak to w Rosji bywa – nieoczekiwanie przeniesiony w sam środek wojny domowej 1919 roku jako komisarz legendarnego dowódcy Wasilija Iwanowicza Czapajewa. Dlaczego jednak co jakiś czas budzi się we współczesnym moskiewskim szpitalu psychiatrycznym? I co w tym wszystkim robi Arnold Schwarzenegger? Usiłując wyrwać się z obu tych, wysoce niebezpiecznych rzeczywistości, Pietia zwraca się na Wschód, ku Mongolii Wewnętrznej i dzięki buddyjskiej nirwanie znajduje wreszcie odpowiedź na targający nim dylemat – która płaszczyzna bytu jest prawdziwa, a która mu się tylko śni? Czapajew, zapytany przezeń, dlaczego wszystko wydaje mu się snem, wyjaśnia: – Bo nie ma nic innego!
Byłoby jednak błędem sprowadzanie powieści Pielewina do fabuły. Czysta energia inwencji autora niesie nas jak piórka przez mentalne krajobrazy współczesnej i dawniejszej Rosji, a jego niezwykła, wręcz szalona wyobraźnia każe nam świeżym okiem spojrzeć na doraźną rzeczywistość. W rzeczy samej, Pielewinowi bliżej do Kurta Vonneguta niż do Fiodora Dostojewskiego, lecz uprawiane przezeń zenistyczno-groteskowe zabawy powinny spełnić najśmielsze oczekiwania każdego czytelnika.
„Boga nie ma! – A czy jest ser? – zapytał ze smutkiem nauczyciel. Rzecz jasna, u Ilfa i Pietrowa. A diabła też nie ma? – powiedział profesor. – Co to się u was dzieje, czego byś nie tknął, tego nie ma! – brzmi, jak wiemy, ciąg dalszy u Bułhakowa. Dziś ponoć w Rosji ser już bywa. Ale za to – twierdzi Wiktor Pielewin – nie ma tam duszy. A jak duszy nie ma, to nic nie ma! Lub, jeśli nawet coś jest, to lepiej, żeby nie było.”
Jan Gondowicz