Od paru dni trwa festiwal debilizmu imienia niejakiej Nieznalskiej. Niewiasta owa stworzyła cóś, co jej zdaniem jest dziełem sztuki. Dzieło sztuki zostało obejrzane na wystawie przez ciut ponad 30 osób. Wystawę zamknięto i tłum wielbicieli artystki – owe 30 parę osób – zapomniałby o niej, gdyby nie paru mądrali z LPR, którzy wkroczyli do sali wystawowej i narobili harmidru. LPR jak to LPR – widzi potwarz dla wartości chrześcijańskich wszędzie tam, gdzie może narobić hałasu i zgarnąć dla siebie trochę czasu antenowego w mediach.
Jakiś genialny sędzia skazał Nieznalską na roboty rolne, mające wykrzewić z niej jej ponury i bylejaki pogląd na świat. Rozpętała się burza, w której uczestniczą wszelkiej maści indywidua, dla których czas w mediach jest równie istotny jak dla LPR. Mamy więc festiwal, w którym biorą udział ludziska z prawa, z lewa i ch…jowa, a wszyscy oni są na podobnym poziomie mentalnym, reprezentowanym przez dzieło pani Nieznalskiej.
W czym rzecz? Pani N. powiesiła na krzyżu zdjęcie penisa, obok postawiła telewizor, na którym puszczany jest film z panem naprężającym mięśnie. Wielkie mi aj waj. Biorąc to na warsztat, można rozpracować owo dzieło na kilka sposobów.
Miliony ludzi skupiają się na swej wierze dążąc do doskonałości duchowej, a pan z hantlami wcina sterydy i macha łapami jak małpa w celu osiągnięcia doskonałości fizycznej. Jeśli przyjmiemy, że pierwsza grupa ludzi widzi swój ideał w postaci Dżizusa, to ewidentnie druga grupa widzi swój ideał w byciu maczowym. W takim przypadku pani Nieznalska jest artystką katolicką.
Odrzucając instalację wideo pozostaje tylko zwis męski oklapły na krucyfiksie, który jedyne co może, to poobrażać udelikaconych na punkcie swej wiary imbecyli. Jeśli taka jest wymowa pracy pani N., to jest ona ewidentnie artystką ateizującą.
Co z tego wynika? Absolutnie nic. Bo zarówno jedna jak i druga interpretacja opisuje dzieło miałkie i pozbawione wrażliwości, jakiej zwykło się wymagać od artystów.
Jakie jest w tym temacie zdanie pani Nieznalskiej? Otóż nie ma ona żadnego zdania. Obserwowałem ją z pół roku temu podczas jakiegoś programu prowadzonego przez Żakowskiego. Zobaczyłem wtedy pierwszy raz genitalia na krzyżu i zastanawiałem się, o co chodzi.
Pani artystka, siedząc w studiu, nie potrafiła sklecić jednego sensownego zdania na temat swojej pracy. Wnioskuję więc, że pomysł powieszenia prącia na symbolu chrześcijan przyszedł jej do głowy tak samo szybko, jak ma to miejsce w przypadku młodych chłopaków wieszających na plecach koleżanek kartki z treścią „wyciupciaj mnie”. Impuls, wrażenie znakomitego dowcipu, chwilowy skowyt zachwyconego swą genialnością umysłu i… nuda w oczekiwaniu na kolejny atak elektronów na komórki mózgowe.
O co więc robić raban i reklamować jakąś niepotrafiącą się wysłowić kobitę? Po co ją ciągać po sądach? Bo chyba nie dla obrony wartości, które bronią się same bez potrzeby wzywania ziemskiego sądu? Żenada…
PS. Fotkę podebrałem z jakiegoś serwisu reklamującego sztukie pani N. Niech mnie podadzą do sądu 🙂
minimal