W marcu należy spodziewać się premiery filmu Jima Jarmuscha „Ghost Dog” na DVD. W dołożonej do filmu książeczce został umieszczony słownik „Ghost Doga” oraz recenzja muzyki filmowej.

„Ghost Dog” (Forest Whitaker) jest czarnoskórym zawodowym mordercą, pracującym dla jednego z podrzędnych bossów włoskiej mafii. To typowy wychowanek ulicy. Podczas porachunków pomiędzy młodocianymi gangami zostaje przypadkowo ocalony przez prawdziwego gangstera, akurat przechodzącego ulicą. Odtąd Louie (John Tormey), stanie się jego zleceniodawcą i panem. Jako, że „Ghost Dog” jest wyznawcą zen i zasad tradycyjnego kodeksu samurajskiego bushido, który nakazuje przede wszystkim całkowite oddanie swemu panu, wykonuje wszystkie zlecenia i stale doskonali swoje umiejętności. Mieszka w spartańskich warunkach na dachu obok gołębnika, ćwicząc kendo i oddając się medytacjom w oczekiwaniu na kolejne zlecenia, przesyłane przez mafiozów za pośrednictwem gołębi. Pracuje zawsze w nocy, pojawia się bezszelestnie, jak duch (wszak nazywa się „Ghost Dog”) i bezbłędnie wykonuje swoje zadania nie pozostawiając żadnych śladów…

Tak, jak zwykle u Jarmuscha, zagmatwana historia, opowiedziana jest z dużym przymrużeniem oka i nie bez humoru. Zabawne sytuacje i komediowe gagi przeplatają się ze scenami perfekcyjnie zaplanowanych i dokonanych zabójstw, godnych najbardziej klasycznych kryminałów. Oczywiście muzyka jest jednym z bohaterów filmu, tym razem to pulsująca muzyka z kręgu hip-hopu, czyli najbardziej radykalnej odmiany czarnej muzyki amerykańskiej w wykonaniu m.in. klasyków gatunku – Wu-Tang Clan.

gutek